Etykiety olejów brzmią jak szyfry. Rozszyfrujemy je: norma OEM, lepkość i moment, w którym droższy olej faktycznie ma sens.
Zacznij od normy, nie od marki
Najczęstszy błąd, który widzimy przy ladzie: klient pyta o "najlepszy olej", a powinien pytać o olej z właściwą normą. Producent silnika definiuje specyfikację — VW 504/507, BMW LL-04, MB 229.51 — i olej musi ją spełniać. Marka jest drugorzędna.
Norma mówi o właściwościach: odporności na utlenianie, zawartości popiołów (ważne przy DPF), oszczędności paliwa i ochronie łańcucha rozrządu. Dwa oleje 5W-30 mogą mieć zupełnie inne przeznaczenie.
Lepkość — co znaczą liczby
Liczba przed W to lepkość na zimno: im mniejsza, tym szybciej olej dociera do silnika po odpaleniu mroźnego ranka. Liczba po W to lepkość w temperaturze pracy. 0W-20 oszczędza paliwo w nowoczesnych downsizingach, 5W-40 lepiej znosi wysokie obciążenia starszych diesli.
Low SAPS a filtry DPF
Jeśli auto ma filtr cząstek stałych, olej musi być klasy Low SAPS — niskopopiołowy. Zwykły olej zatyka DPF od środka i kończy się wymianą za kilka tysięcy złotych. To najdroższa pomyłka, jaką można zrobić przy wlewce.
Czy warto dopłacać do topowych olejów?
W dwóch przypadkach tak: przy silniku z długim interwałem Longlife (30 tys. km) i przy aucie jeżdżącym krótkie trasy z częstymi zimnymi startami. W pozostałych sytuacjach dobry olej z właściwą normą w zupełności wystarczy.
Praktyczna ściąga
- Sprawdź normę OEM w instrukcji lub zapytaj o VIN u doradcy.
- DPF = zawsze Low SAPS (norma z "C" w oznaczeniu ACEA).
- Zakup w beczce 4-5L wychodzi taniej niż litrówki.
- Nie mieszaj olejów o różnych specyfikacjach przy dolewkach.
